Wojna się skończyła, jednak spokoju w tych okolicach nie było. W nocy z 5 na 6 październiku 1945 r. UPA spaliła m.in. Cieplice, Rudkę i Piskorowice. Część ludności z tych wsi schroniła się w Dębnie. Napięcie wzrosło, gdy w nocy z 17 na 18 grudnia milicja zatrzymała w Rzuchowie Ukraińca, członka UPA, który zeznał, że jego kilkusetosobowy odział, planuje atak na polskie wsie położone po zachodniej stronie Sanu.
W Dębnie zastanawiano się co będzie z Pasterką. Czy można ryzykować i w nocy zebrać mieszkańców w jednym miejscu. Dyskusję zakończyło polecenie księdza Jana Ramockiego, który ogłosił: Pasterka się odbędzie, niech każdy zabierze z domu, co tam ma, z odpowiednią ilością amunicji i w razie ukraińskiego ataku, zamkniemy się w kościele i będziemy się bronili.
Obecnie trudno określić, ile osób przyszło z bronią, ale z rozmów, które przed laty przeprowadziłem z uczestnikami tej Pasterki, wynikało, że trochę ich było.
Nabożeństwo odbyło się bez przeszkód i było jedyny w historii Dębna, na które wierni do kościoła szli uzbrojeni. Takie to były czasy.
Mariusz Moszkowicz